Pudełka odchodzą w niepamięć?

Wraz z rozwojem technologii cyfrowych, przyśpieszaniem prędkości łączy i popularyzacją rozgrywek online prawdziwa rewolucja zawitała do domów (a raczej na komputery) graczy.

Jeszcze kilka lat temu gry pudełkowe święciły olbrzymie triumfy. Kwestia posiadania własnego nośnika z kopią programu była absolutnie priorytetowa. Prawdę mówiąc, nie miały one wielkiej konkurencji; na rynku, poza oryginalnymi grami w pudełkach pochodzącymi z oficjalnej dystrybucji, pozostawały gry flashowe, czyli te dostępne z poziomu okna przeglądarki, i tak zwane ‘piraty’, czyli kopie nieoficjalne.

O ile te pierwsze były najczęściej darmowe, to pozostawiały wiele do życzenia w kwestii grywalności, grafiki czy złożoności. Powód? Musiały być na tyle lekkie, by nie przeciążać łącza, co prowadziło do kompromisów w tych zakresach. W efekcie dostępne gry były, nawet jeśli pomysłowe, najczęściej brzydkie i dość prymitywne.

Zupełnie inny problem był z pirackimi nośnikami. W teorii były to kopie gier z oficjalnej dystrybucji, które można było pobrać samemu za darmo, lub nabyć na nośniku za niewielką opłatą. W praktyce, wiele z nich posiadało ukryte złośliwe oprogramowanie, było okrojonych w porównaniu do oryginalnych gier, lub zwyczajnie nie działało.

Zupełnie innym problemem było to, że pobranie takiej gry trwało zazwyczaj wieki, a jeszcze innym, o którym zazwyczaj mało który użytkownik myślał, że był to proceder niezgodny z prawem.

player zone

Rewolucja cyfrowa

Wraz z pojawieniem i upowszechnieniem się nowych technologii przesyłania danych, skutkujących masowym dostępem do szybkiego łącza internetowego, na rynek weszły platformy cyfrowej wymiany gier. W odróżnieniu od działających wcześniej, nielegalnych platform na których użytkownicy wymienialni się pirackimi kopiami gier, te były czymś na kształt wirtualnych sklepów, sprzedających wirtualne, ale w pełni oryginalne kopie gry.

Efekt? W ciągu kilku lat użytkownicy tak przyzwyczaili się do kupowania oryginalnych gier bez wychodzenia z domu, że ich pudełkowi kuzyni przeżywają poważny kryzys; na tyle głęboki, że niektóre gry wychodzą już tylko w ‘digitalu’. Dotyczy to chociażby gry Fortnite, wydawanej przez Epic Games.

Ta pozornie prosta gra sieciowa, będąca strzelanką w formule battle royale, czyli każdy na każdego do ostatniego zawodnika, z elementami budowania, stała się niekwestionowanym, globalnym hitem, i w ciągu kilku lat stała się najpopularniejszą grą komputerową, o palmę pierwszeństwa rywalizując jedynie z Minecraftem, jednocześnie przynosząc swoim twórcom miliardoy dolarów zysku. I to pomimo tego, że jest zupełnie za darmo!

Darmowe gry – najlepszy biznes?

Formuła free to play (F2P), która zakłada darmowy dostęp do gry z późniejszym, opcjonalnym, dokupowaniem zawartości dodatkowej, okazała się marketingowym ruchem na miarę Garriego Kasparova.

Gry F2P takie jak wspomniany wyżej Fortnite, World of Tanks czy Apex Legends, z jednej strony nie kosztują ani złotówki, a z drugiej przynoszą posiadającym je korporacjom ogromne zyski. Na czym polega sztuczka? Z jednej strony, gra rzeczywiście jest darmowa – często by cieszyć się rozgrywką w takim stopniu jak inni gracze, nie trzeba wydawać ani złotówki.

Z drugiej, twórcy za drobne opłaty, zwykle wynoszące od kilkunastu do kilkudziesięciu złotych oferują graczom tematyczne skórki do postaci i przedmiotów lub innego typu, często czysto wizualne, urozmaicenia. Proste, a skuteczne!